Sobota [ 9.08.2008, 9:42]
Tak się złożyło, że wziąłem sobie dzisiaj wolne i oglądam właśnie ceremonię otwarcia olimpiady w Pekinie.
Trzeba przyznać, że Chiny się naprawdę postarały - ale z drugiej strony nie ma co się dziwić, w Chinach nie muszą się przejmować takimi pierdołami, jak 8-godzinny dzień pracy, czy inne, socjalistyczne wymysły.
Co jednak jest tą tytułową kompromitacją?
Otóż wyobraźcie sobie, jednym z fragmentów ceremonii był przemarsz przedstawicieli poszczególnych krajów biorących udział w olimpiadzie przez stadion, na którym się ta ceremonia odbywała.
Do rzeczy jednak. Otóż kogo można rozumieć przez przedstawicieli? Odwołajmy się np. do kultury korporacyjnej. Branża dowolna - może być producent samochodów, FMCG, czy czegokolwiek innego.
Załóżmy więc, że jest sobie jakaś oficjalna uroczystość, na którą trzeba wysłać przedstawicieli koncernu. Czy wysyła się na nią monterów z taśmy? Z reguły nie. Oczywiście kilku takich często się na takiej imprezie gdzieś z tyłu znajdzie, aby w razie potrzeby można było zaprezentować ofiarność i poświęcenie pracowników. Ale czy to oni mają reprezentować firmę? Odpowiedz sobie sam, Drogi Czytelniku...
Wróćmy jednak do olimpiady i wspomnianego przemarszu. Przemarsz ten owszem, z daleka wyglądał ładnie. Ale z bliska - szkoda gadać... Zamiast jakiejś porządnej reprezentacji, większość krajów wystawiła po prostu sportowców. Szeregowych sportowców...
Nasuwa się podstawowe pytanie: po co właściwie ci sportowcy mają swoich trenerów, przełożonych, działaczy, czy jak tam się to w sporcie nazywa, skoro zwykli, szeregowi pracownicy mogą ot tak sobie wyjść reprezentować swój kraj?
Czy przełożeni, kierownicy delegacji olimpijskich, nie wiedzieli, co się dzieje? A może po prostu byli zbyt miękcy, że pozwolili swoim szeregowym podwładnym wyjść na stadion w dzień uroczystości.
W normalnej korporacji jest tak, że szeregowi pracownicy są wprawdzie bardzo potrzebni, ale do normalnej pracy przy taśmie (względnie gdzie indziej, zależy od indywidualnych kwalifikacji). Podkreślam: normalnej, codziennej pracy. Od reprezentacji natomiast i picia szampana w imieniu szeregowych pracowników jest Zarząd. A później Dyrektorzy i Kierownicy.
Tymczasem to, co się stało w Pekinie, każe zastanowić się, do czego doprowadziła chęć zaprezentowania przez Chiny, że u nich jest taka wolność, że szeregowi pracownicy mogą wykonywać czynności, o których nie mają pojęcia...
komentarzy
Sobota [28.04.2007, 20:34]
Wbrew nadziejom i oczekiwaniom wielu solidaruchów, oraz ich odpowiedników z innych krajów, Fidel Castro nie umarł i powraca na swoje stanowiska. 200 lat!
Zobacz, jak się pracuje w Google:
komentarzy
Czwartek [19.04.2007, 16:01]
Ha! Nie myliłem się!
Marek Jurek właśnie ogłosił utworzenie nowej partii katolsko-jakiejśtam...
Zobacz, jak się pracuje w Google:
komentarzy
Poniedziałek [ 2.04.2007, 23:10]
W dniu dzisiejszym z bólem przyjęliśmy wiadomość o śmierci wielkiego człowieka, prekursora polskiego Biznesu, Lecha Grobelnego...
komentarze
Poniedziałek [ 2.04.2007, 8:10]
Dwa lata temu data 2. kwietnia stała się dla mnie świętem. Wówczas uczciłem to święto szampanem i wesołym podrygiwaniem w rytm Samba de Janeiro. Dzisiaj o 21 będzie powtórka.
Polacy: katolicy, czy katole?
komentarzy
Trzeba przyznać, że Chiny się naprawdę postarały - ale z drugiej strony nie ma co się dziwić, w Chinach nie muszą się przejmować takimi pierdołami, jak 8-godzinny dzień pracy, czy inne, socjalistyczne wymysły.
Co jednak jest tą tytułową kompromitacją?
Otóż wyobraźcie sobie, jednym z fragmentów ceremonii był przemarsz przedstawicieli poszczególnych krajów biorących udział w olimpiadzie przez stadion, na którym się ta ceremonia odbywała.
Do rzeczy jednak. Otóż kogo można rozumieć przez przedstawicieli? Odwołajmy się np. do kultury korporacyjnej. Branża dowolna - może być producent samochodów, FMCG, czy czegokolwiek innego.
Załóżmy więc, że jest sobie jakaś oficjalna uroczystość, na którą trzeba wysłać przedstawicieli koncernu. Czy wysyła się na nią monterów z taśmy? Z reguły nie. Oczywiście kilku takich często się na takiej imprezie gdzieś z tyłu znajdzie, aby w razie potrzeby można było zaprezentować ofiarność i poświęcenie pracowników. Ale czy to oni mają reprezentować firmę? Odpowiedz sobie sam, Drogi Czytelniku...
Wróćmy jednak do olimpiady i wspomnianego przemarszu. Przemarsz ten owszem, z daleka wyglądał ładnie. Ale z bliska - szkoda gadać... Zamiast jakiejś porządnej reprezentacji, większość krajów wystawiła po prostu sportowców. Szeregowych sportowców...
Nasuwa się podstawowe pytanie: po co właściwie ci sportowcy mają swoich trenerów, przełożonych, działaczy, czy jak tam się to w sporcie nazywa, skoro zwykli, szeregowi pracownicy mogą ot tak sobie wyjść reprezentować swój kraj?
Czy przełożeni, kierownicy delegacji olimpijskich, nie wiedzieli, co się dzieje? A może po prostu byli zbyt miękcy, że pozwolili swoim szeregowym podwładnym wyjść na stadion w dzień uroczystości.
W normalnej korporacji jest tak, że szeregowi pracownicy są wprawdzie bardzo potrzebni, ale do normalnej pracy przy taśmie (względnie gdzie indziej, zależy od indywidualnych kwalifikacji). Podkreślam: normalnej, codziennej pracy. Od reprezentacji natomiast i picia szampana w imieniu szeregowych pracowników jest Zarząd. A później Dyrektorzy i Kierownicy.
Tymczasem to, co się stało w Pekinie, każe zastanowić się, do czego doprowadziła chęć zaprezentowania przez Chiny, że u nich jest taka wolność, że szeregowi pracownicy mogą wykonywać czynności, o których nie mają pojęcia...